Problem pochodzenia ludności polskiej na Białorusi. Zarys historiograficzny. Grodno 2007

Napisał sowa (») 5. 4. w kategorii Tadeusz Kruczkowski, czytaj: 139×
Zaujalo mě : eetgo.cz = eet zdarma a onlinezpb/vk-com-photo467751157-456240865.jpg

audio: https://gloria.tv/audio/2wUiXLAQWv8VDEzjgXrsbvtTq   O Narodzie Polskim na Bialorusi Dr. Tadeusz Kruczkowski PDO657   https://m.vk.com/wall467751157_466   Do odzydzania Jaroslawa Kaczynskiego FO PDO237  https://sowa.typepad.com/blog/2016/05/  Zly film ZR von Stefan Kosiewski SSetKh Karta Polaka dla Chazara ZECh 20190319 ME SOWA mysowa 19. März  https://m.vk.com/wall467751157_465    Miesiąc: Lipiec 2005 Stefan Kosiewski an: Eugeniusz SKROBOCKI – miej odwagę zostać Prezesem Polaków na Białorusi https://sowafrankfurt.wordpress.com/2005/07/      W niniejszym artykule autor stawia sobie za cel przedstawienie wizerunku pochodzenia ludności polskiej na terenach współczesnej Białorusi w ocenie polskiej tradycji historycznej. Ten temat może być rozpatrywany w ramach bardziej szerokiego tematu: Polacy na Białorusi i zagadnienia historiograficzne pochodzenia ludności polskiej na Białorusi oraz stosunków białorusko-polskich. https://sowa.typepad.com/blog/2019/04/ 

https://www.mixcloud.com/stefan-kosiewski/pierwsza-wdowa-skremowanej-rp-pdo657-fraszka-z-ogrodu-fraszek-von-stefan-kosiewski-moralia-stsetkh/


132 s. 5D scalone PDF  https://issuu.com/kulturzentrum/docs/generala_kazimiera_pulaski_pdo665_z/14

   

https://www.facebook.com/me.sowa/posts/599164327217568

Miesiąc: Lipiec 2005 Stefan Kosiewski an: Eugeniusz SKROBOCKI – miej odwagę zostać Prezesem Polaków na Białorusi

A potem tak jak zawsze – łuny i wybuchy

malowani chłopcy bezsenni dowódcy

plecaki pełne klęski rude pola chwały

krzepiąca wiedza że jesteśmy – sami

 

Zbigniew HERBERT: 17 IX

https://vk.com/album467751157_260647796

sowa um 15:37 | https://vk.com/wall467751157_495

LIST OTWARTY
DO WŁADZ POLSKICH I POLAKÓW W ŚWIECIE

 

Zaniepokojeni zaistniałą sytuacją w Związku Polaków na Białorusi pragniemy poinformować Państwa o następujących wydarzeniach.

 

Redakcje tygodnika „Głos znad Niemna” i „Magazynu Polskiego” zawsze dbały o dobre imię naszej organizacji, dlatego nie wchodziły w żadne układy personalne. Na łamach naszych wydawnictw żadna osoba nie była poddawana nieuzasadnionej krytyce i jakimkolwiek oskarżeniom.

Naszym zdaniem, grupa działaczy Związku Polaków od pewnego czasu działa na rzecz zniszczenia naszej organizacji. Liczne naruszenia przed VI Zjazdem ZPB, podczas Zjazdu i decyzje zebrania członków Rady Naczelnej z dnia 9 kwietnia 2005r. zmuszają nas do zabrania głosu w tej sprawie.

Podczas posiedzenia ostatniej RN ZPB na stanowisko redaktora naczelnego tygodnika „Głos znad Niemna” został zgłoszony przez Anżelikę Borys Andrzej Pisalnik, który nie jest członkiem ZPB, bowiem swoją legitymację członkowską złożył w Oddziale Miejskim ZPB w Grodnie. Wcześniej Andrzej Pisalnik był pracownikiem redakcji przez rok, lecz zrezygnował z pracy na własne życzenie z powodu niskich zarobków. Obecnie jest bezrobotny. Na stanowisko redaktora czasopisma „Magazyn Polski” został zgłoszony Andriej Poczobut, który przez ostatnie dwa lata systematycznie zamieszczał na białoruskich stronach internetowych antypolskie i antyzwiązkowe materiały. Wcześniej również pracował w redakcji Głosu, lecz się zwolnił na własne życzenie.

Pracownicy redakcji nie mają chęci pracy z ww. osobami ze względu na ich zachowanie, posiadane kompetencje i stosunek do ludzi.

Jesteśmy zaniepokojeni rozgrywkami personalnymi, które mają miejsce w ZPB. W ciągu dwóch miesięcy redaktor naczelny Andrzej Dubikowski (pracownik ZPB od siedmiu lat, naczelny od ponad czterech lat) i zastępca redaktora naczelnego Tatiana Zaleska (pracownik ZPB od ponad siedmiu lat, zast. red. nacz. od ponad czterech lat) byli terroryzowani telefonicznie przez ujawnioną przez milicję osobę – Halinę Sokołowską (notabene teściowa wiceprezesa Józefa Porzeckiego), a także byli szkalowani i wyzywani w perfidny sposób w księdze gości naszego wydania internetowego – osoby są również znane redakcji.

Podczas VI Zjazdu ZPB popełniono wiele wykroczeń prawnych: łamanie Statutu ZPB i ustawodawstwa Republiki Białoruś, nie zostały stworzone warunki do demokratycznego tajnego głosowania, o czym licznie zasygnalizowali delegaci Zjazdu z różnych regionów Białorusi do Ministerstwa Sprawiedliwości RB. Zjazd został nieudolnie zorganizowany przez grupę członków Zarządu Głównego pod kierownictwem Józefa Porzeckiego, który podczas Zjazdu przebywał w areszcie za chuligaństwo. Skutkiem tego jest drugie uprzedzenie dla Związku z Ministerstwa Sprawiedliwości RB za zwlekanie przekazania protokołu Zjazdu, który został przekazany przez protokołujących Borys w terminie. Przypominamy, że ZPB otrzymał pierwsze uprzedzenie z powodu łamania Statutu ZPB przez grupę działaczy ZG ZPB w styczniu br. Takie postępowanie może doprowadzić do delegalizacji naszej organizacji.

Związek Polaków na Białorusi nie mogą reprezentować takie osoby, jak Anżelika Borys, przeciwko której prokuratura m. Grodna prowadziła dochodzenie i 14 marca 2005r. wszczęła sprawę karną, i Józef Porzecki, który od kilku lat ma zakaz wjazdu na teren Polski, a także ordynarnie i arogancko zachowuje się wobec pracowników ZPB, zwłaszcza pań.

Grupa członków Zarządu Głównego ZPB od dłuższego czasu prowadziła destrukcyjną działalność w terenowych oddziałach ZPB, na skutek czego ludzie są zdezorientowani w rzeczywistej sytuacji w organizacji. Zdumiewa nas fakt, że do tego przyczynił się również obywatel Polski – Piotr Jankowski, prezes Fundacji na Rzecz Pomocy Dzieciom Grodzieńszczyzny z Białegostoku, który towarzyszył Borys i Porzeckiemu podczas wyjazdów w teren oraz wspierał ich finansowo, mianowicie za pieniądze polskiego podatnika, skłócając społeczność polską w naszym kraju.

Jesteśmy oburzeni tym, że już 9 kwietnia br. w Siedzibie Głównej ZPB w Grodnie gabinety redakcji tygodnika „Głos znad Niemna” zostały opieczętowane na nieuzasadniony rozkaz Anżeliki Borys (w styczniu w podobny sposób opieczętowano gabinet prezesa Tadeusza Kruczkowskiego). Miejsce pracy Eugeniusza Skrobockiego, redaktora naczelnego „Magazynu Polskiego” od 1992r. (inicjator i założyciel gazety „Głos znad Niemna”, czasopisma, organizator konferencji międzynarodowych o problemach świadomości narodowej ludności polskiej na Białorusi, autor licznych publikacji, badacz dziejów Armii Krajowej na Grodzieńszczyźnie) zostało zlikwidowane. Redaktora Skrobockiego nawet nie zaproszono na posiedzenie Rady Naczelnej, na którym Dubikowskiemu nie udzielono głosu, dlatego musiał on opuścić posiedzenie. Ludzie w większości nie zgadzali się z propozycją Borys, lecz musieli zagłosować w ten sposób, aby nie stracić miejsca pracy w ZPB. Przykładem może służyć postawa Ireny Bohatyrewicz, sekretarz Oddziału Miejskiego w Grodnie. Pod adresem redakcji podczas posiedzenia nie padły żadne zastrzeżenia ze strony zebranych. 9 kwietnia br. przystąpiono do wyznaczania nowych redaktorów, co nie zrobiono na pierwszym posiedzeniu Rady Naczelnej 13 marca zgodnie z porządkiem dziennym VI Zjazdu. Takie zachowanie wobec wieloletnich pracowników redakcji jest karygodne. Presja psychiczna i knowanie uniemożliwia normalną pracę w zespołach redakcyjnych.

Wydanie tygodnika „Głos znad Niemna” stoi pod znakiem zapytania.

Zwracamy się do Marszałków Senatu i Sejmu RP, Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”, Fundacji Semper Polonia, Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP i polskiego korpusu dyplomatycznego na Białorusi oraz wszystkich, komu nie jest obojętny los Polaków na Białorusi, o wstrzymanie wszelkich kontaktów z pozjazdowym kierownictwem, decyzji o pomocach finansowych do czasu rozpatrzenia prawomocności VI Zjazdu ZPB i wybranych na nim organów kierowniczych ZPB przez Ministerstwo Sprawiedliwości RB.

Z wyrazami szacunku i nadzieją na zrozumienie.

Eugeniusz Skrobocki, redaktor naczelny czasopisma „Magazyn Polski”
Andrzej Dubikowski, redaktor naczelny tygodnika „Głos znad Niemna”
Tatiana Zaleska, zastępca redaktora naczelnego tygodnika „Głos znad Niemna”

 Tel. do kontaktu:  https://vk.com/wall467751157_495

Skrobocki – +375-152-55-57-00
Dubikowski – +375-296-825-489
Zaleska – +375-296-37-24-08

glosznadniemna@yahoo.com
eskrobocki@tut.by W związku z planowaną likwidacją Bloxa w dniu 29.04.2019, uprzejmie informuję: http://by.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?186022

 Eugeniusz Skrobocki (na Zjeździe we Wołkowysku 2005, z prawej), dziennikarz wiceprezes ZPB pochowany został 6.2.2010 na cmentarzu w Grodnie http://twitter.com/sowa/status/9022425403

odwaga

W.Sz.Pan
Eugeniusz SKROBOCKI
Grodno – Republika Białoruś

Drogi Gienku,
nie tylko dlatego, że
dyplomy przyznawane za odwagę zobowiązują nie mniej,
niż tytuł urodzony przed nazwiskiem, ile raczej z powinności jaka ciąży na Polaku w Niemczech ,
przejętym w stanie wojennym za porozumieniem rządów PRL i RFN z terytorium jednego państwa na drugie, jako emigrant polityczny polski w Niemczech
zachęcam Cię z całego serca:
zechciej przyjąć na siebie oficjalnie obowiązki Prezesa Polaków na Białorusi,
zostań kandydatem i pozwól,
żeby Polacy wybrali godnego Polaka,
który będzie nimi przewodził,
a wiódł będzie Bóg.
Pozdrawiam Cie i błogosławię Twoją mądrą głowę,
którą z całej mocy przyciskam do serca mego.
Twój
Stefan Kosiewski

Prezes Polskiego Ośrodka Kultury

Frankfurt nad Menem, 28.07.2005

15:07, kulturzentrum , Polacy w innych państwach, niż RP

http://emigrant.blox.pl/2005/07/28072005-an-Eugeniusz-SKROBOCKI-na-Bialorusi.html

GRODNO

przecięte rzeką na pół
niczym rana
co rośnie wzwyż
pnie się aleją do gardła
jak panny do kościoła
na majowe pod krzyż
za mostem czołgi sowieckie
a w kościele Ty
i ludzi pod ścianami przebyt
do spowiedzi niewinni chcą iść
Matko Boska, pomiłuj
nad dobrymi ludźmi
przemów do czystego serca
żeby wiedzieli, że Twój syn
jest z nimi i tak samo cierpi
a ulice i podwórka miotłami
zamiata się tu splecionymi z żółtego żarnowca
i malują się płoty na Białorusi same
hen aż do Wołkowyska
jak okna malują się sercem
na czerwono na Górnym Śląsku

Stefan Kosiewski
Gienkowi Skrobockiemu
Frankfurt nad Menem, 28 września 2009

https://sowafrankfurt.wordpress.com/2005/07/28/stefan-kosiewski-an-eugeniusz-skrobocki-miej-odwage-zostac-prezesem-polakow-na-bialorusi/

Screenshot-2019-04-05-cianahttps://sowa.typepad.com/blog/2019/04/

Dr hab. Tadeusz Kruczkowski, Prof.Uniwersytetu państwowego w Grodnie

Problem pochodzenia ludności polskiej na Białorusi

W niniejszym artykule autor stawia sobie za cel przedstawienie wizerunku pochodzenia ludności polskiej na terenach współczesnej Białorusi w ocenie polskiej tradycji historycznej. Ten temat może być rozpatrywany w ramach bardziej szerokiego tematu: Polacy na Białorusi i zagadnienia historiograficzne pochodzenia ludności polskiej na Białorusi oraz stosunków białorusko-polskich.

Problem pochodzenia polskiej ludnosci Bialorusi PDO657 Tadeusz Kruczkowski

Polacy i Białorusini tereny współczesnej Białorusi zasiedlają od początków czasów historycznych: w różnych epokach historycznych i we wielokrotnie zmieniających się granicach państwowych. Dzieliły i jednoczyły ich zarazem na tych zie­miach różne czynniki historyczne i polityczne: wiara, tradycje i kultura narodowa, granice państwa, polityka obcych państw itd. We współczesnej Białorusi Polacy są oficjalnie uznani za ludność autochtoniczną [1, s. 3], są oni obywatelami Białorusi oraz etniczną częścią narodu pol­skiego. Na Białorusi w stosunku do Polaków jest używane określenie «mniejszość narodowa» albo ostatnio – grupa narodowościowa [1, s. 3], jako i do innych mniejszości narodowych.

W publicystyce i nauce historycznej, tak polskiej, rosyjskiej jak i białoruskiej problem stosunków polsko-białoruskich na terenach obecnej Białorusi był podjęty dość późno: tylko w II poł. XIX w. Tłumaczy się to różnymi przyczynami: późnym uświadomieniem przez Białorusinów swej odrębnej tożsamości narodowej, utożsamienia Białorusinów przez Rosjan jako części narodu rosyjskiego itd. Historyczną przeszłość współ­czesnej Białorusi, stosunki polsko-białoruskie rosyjska historiografia rozpatry­wała w drugiej połowie XIX wieku i pocz. XX w. przeważnie nie jako historię danego kraju, a w kontekście rywalizacji prawosławia, rosyjskiego świata (w tym przypadku jego zachodniej części) z katolicką, zachodnią cywilizacją, czę­ścią której była katolicka, słowiańska Polska. Z tego powodu, stosunek miejsco­wej prawosławnej społeczności i Polaków był spostrzegany jako walka rosyj­skiego, prawosławnego elementu z «katolicyzacją» i «polonizacją». W tej konfrontacji sił woj­skowych, politycznych, a także w aspekcie ideologicznym ludność ówczesnej Białorusi jednoznacznie określano jako część narodu rosyjskiego, która przez wieki zdawała się nie myśleć o niczym innym, jak tylko o idei zjednoczenia się z Rosją, a więc z braćmi w krwi i wierze [2]. W tym świetle relacje miejscowej ludności i Polaków przedstawiano jako walkę prawosławnego narodu rosyjskie­go z katolicyzacją i polonizacją. Większość historyków rosyjskich widziała w Białorusinach jedynie grupę folklorystyczną. Tożsamość religii oraz bliskość języka miała dowodzić jedności z wielkim narodem rosyjskim. Widać to przede wszystkim w pracach rosyjskich konserwatywnych historyków [3].

W polskiej historiografii XIX w. – pocz. XX w. ziemie białoruskie nie wyod­rębniano ze składu ziem ruskich Wielkiego Księstwa Litewskiego i były akurat traktowane jako część prawosławnego terytorium Księstwa. Pierwsze w historiografii polskiej opracowania poświęcone problematyce sensu stricto białoruskiej związane były z badaniem akurat sytuacji i roli Polaków na Białorusi i na Litwie [4, s. 110].

Wiązało się to ściśle w pierwszym rzędzie z początkiem litewskiego, a na­stępnie białoruskiego odrodzenia narodowego. Wobec tych procesów Polacy musieli zająć jakieś stanowisko, co zwłaszcza w pierwszym przypadku było dla nich trudne [5]. Jak pisał Al. Bruckner: fala nacjonalizmu, powstała w Europie, dotarła również do Europy Wschodniej. Dotknęła najbliższych Polsce Litwinów, prowadząc niemal do rozpadu rodziny. Nawet «zahukani» od lat Białorusini za­pragnęli żyć własnym życiem [6, s. 384].

Procesy te miały szeroki odzew w społeczeństwie polskim: powstaje także problem określenia sytuacji ludności polskiej na terenach byłego WKL. Wśród tych zagadnień określił się także jako jeden z najważniejszych problem pochodzenia Polaków na tych terenach. Z pierwszych prac polskiej historiografii szczególnie uwzględnić należy badania problematyki białoruskiej i związanej z nią sytuacji Polaków na tych terenach – Leona Wasilewskiego [7], Bolesława Limanowskiego [8]. «Litwa i Białoruś» – B. Limanowskiego była odpowiedzią na publikację L. Wasilewskiego, jej oceny ukazywały inny punkt widzenia na tę problematykę, były odzwierciedleniem federacyjno-socjalistycznych przekonań autora. Obaj, jak za­znacza współczesna polska historiografia, zajmując różne pozycje polityczne, wnieśli do historii wiele oryginalnych poglądów naukowych i bogatego materia­łu faktycznego [9, s. 195].

Oceny polskich i rosyjskich historyków w znacznym stopniu różniły się, co wynikało stąd, że historiogra­fia rosyjska i polska w różny sposób ujmowały problem kształtowania się naro­du, roli, jaką odgrywa – poczucie świadomości narodowej. W historiografii rosyj­skiej nurtu słowianofilskiego przyjęła się koncepcja narodu wg. Herdera, w której naród jest pewną niezmienną formacją, posiadającą wspólne cechy etniczne, wspólną religię, kulturę, tradycję, język oraz przeszłość historyczną. W świetle tej koncepcji status Białorusinów oraz Ukraińców określano jednoznacznie – uwa­żano ich za gałąź narodu rosyjskiego. Niekiedy za podstawowy dowód przynależności Białorusinów do narodu rosyjskiego uznawano jedno spośród wskaza­nych kryteriów – np. religię – w przypadku M. Kojałowicza lub język – u P. Bobrowskiego [3].

W pierwszych dwóch dekadach XX w. pojawiło się wiele źródłowych prac polskiej historiografii poświęconych sytuacji narodowościowej oraz Polaków na Białorusi. Badacze dysponowali już wynikami spisu ludności z 1897 r., które poddano krytycznej analizie, oraz materiałami statystycznymi z 1909 r. opracowanymi przez Warszawski Komitet Statystyczny [10, s. 12-15]. Można tu wymienić prace takich polskich naukowców: Leona Wasilewskiego [7; 11], S. Baczyńskiego [12], E. Maliszewskiego [13], Jana Czekanowskiego [14; 15], Stanisława Thugutta [16], Eugeniusza Romera [17], Władysława Studnickiego [18], a wreszcie fundamentalne dzieło Włodzi­mierza Wakara [19]. Wszystkie te prace, pomimo że różniły się między sobą w wielu kwestiach nie tylko merytorycznych, ale i statystycznych, reprezentowały one jednak polskie spojrzenie na problematykę polskich Kresów Wschodnich, a także próbę realnego spojżenia na historię polityczną, kulturową i narodową tego regionu [10, s. 17, 36, 37, 51].

Podejście do polskości na kresach byłej Rzeczypospolitej było w rosyjskiej nauce XIX – pocz. XX ww. w większości wypadków sprawą historyczno-politycznej publicystyki, a nie próbą obiektywnej analizy historiograficznej. Zresztą akurat takie podejście było odziedziczone w powstającej białoruskiej historiografii: najlepszym przykładem tutaj można nazwać Wacława Łastowskiego [20]. Ciekawie, że te tendencje w znacznym stopniu przejawili się w białoruskiej myśli historyczno-społecznej koń­ca XX w., czasu powstania nowej białoruskiej historiografii [21].

Kwestia o decydującej roli osadnictwa polskiego w powstaniu polskiej grupy etnicznej na ziemiach dawnej Litwy najpełniej wyraziła się w pracach polskich historyków czasu międzywojennego: Władysława Abraha­ma [22], zaproponowane przez niego ujęcie tematu, przynajmniej w czę­ści, przejęli też inni badacze jak Oskar Halecki [23, s. 18-27], Stanisław Zajączkowski [24, s. 586], czy Henryk Paszkiewicz [25, s. 220]. W. Abraham, stwierdzał, iż już w dobie średniowiecza, zwarte skupisko ludności polskiej, z własnym ducho­wieństwem i siecią kościołów, przyczyniało się do niejednorodności oblicza ów­czesnej Litwy [22]. Oprócz dociekań nad ludnością polską pochodzenia jenieckiego, zajmowano się także kwestią dobrowolnych migracji z ziem Korony na Litwę, które miały ulec nasileniu szczególnie po zawartej w 1569 roku Unii w Lublinie, zbliżającej oba organizmy państwowe [26, s. 153]. To otwierało, stwierdzali polscy historycy, mimo barier, zwłaszcza szlachcie koronnej większą możliwość do zamieszkania na terytorium Wielkiego Księstwa [22; 23].

Krytyczne analizy wykazały jednak słabość argumentacji, ulegają­cej „sugestii wielkich liczb", jak się określa rozmach, jakim operowano w średniowiecznych kronikach. Także, sceptycyzm wobec nich mają na­wet ci badacze, którzy są przekonani o dużym wpływie tej kategorii lud­ności na krajobraz WKL [26, s. 153]. Istotnie, choć ogólnie brak jest nawet szacunków chłopstwa, szlachty czy mieszczaństwa, która po przybyciu z ziem polskich osiedli­ła się na Litwie, to wiele źródeł historycznych wspomina o tym zjawi­sku.

W ogóle, jeżeli rozpatrywać kwestię polskiego osadnictwa, to w historiogra­fii polskiej możemy umownie wyróżnić trzy ważniejsze stanowiska poszukujące odpowiedzi na pytania o rodowód polskiej grupy narodowej na ziemiach dawne­go Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Pierwsze z tych stanowisk, najbardziej obecnie w polskiej współczesnej historiografii rozpowszechnione, reprezentowane głównie przez dorobek takich badaczy, jak Jan Jakubowski [27], Jerzy Ochmański [28; 29], M. Kosman [30]. Odznaczano, iż osadnic­two na ziemiach dawnej Litwy (z dzisiejszej perspektywy to terytorium Republiki Białoruś i Republiki Litewskiej) wywodzące się z ziem etnograficznej Polski było niewielkie i nie pełniło podstawowej roli w genezie ludności polskiej na tych obszarach.

Według Ochmańskiego, w świetle dotychczaso­wych badań nie daje się stwierdzić, by istniał jakiś duży prąd osadniczy z ziem polskich na Litwę i Ruś Litewską [28]. Owszem, osadnicy od czasów średnio­wiecznych przybywają, lecz nigdy w skali masowej. Tak więc, według krytycznej analizy źródeł historycznych zjawisko osadnictwa z ziem Korony, uważa Ochmański, chociaż zacho­dziło niewątpliwie, nie miało jednak wpływu decydującego na obecność zwar­tych skupisk ludności polskiej na obszarze dzisiejszej Białorusi. Zadecydowały o tym inne procesy, przedewszystkim, twierdził Ochmański, asymilacji i kulturalnej polonizacji miejscowej ludności [28].

Stanowisko drugie, odwrotnie w stosunku do pierwszego, decydującą rolę przypisuje polskiemu osadnictwu. Było one u swoich początków o charakterze jenieckim, później w miarę poli­tycznego i kulturalnego zbliżania się Litwy z Koroną bardziej o charakterze do­browolnych migracji, na skalę masową [31; 32; 49]. W ten sposób tłumacząc istnienie tak dużych skupisk ludności deklarującej później polską narodowość na wspomnia­nym obszarze. Podkreśla się fakt tzw. kolonizacji jenieckiej Wileńszczyzny i Grodzieńszczyzny przez książąt litewskich w okresie do Unii Lubelskiej oraz znaczną ko­lonizację magnacką w XVI-XVII w. (np. w obrębie Puszczy Nalibockiej) itd. Podobny pogląd reprezentował jeszcze w XIX w. Karol Szajnocha [33].

Jednak co dotyczy często badaczy 2 i 3 grupy – ich pozycje są tutaj nie dość wyraźne. W rezultacie kwestia ogranicza się do po­szukiwania owej genezy bądź w procesach osadniczych płynących z ziem dawnej Korony Polskiej, bądź do polonizacji autochtonicznej ludności ruskiej (biało­ruskiej) czy litewskiej. Trzecia grupa poglądów stara się łączyć oba te poglądy.

Trzeci pogląd, widoczny przede wszystkim w pracach R. Dzwonkowskiego [50] Leona Wasilewskiego [7], Władysława Wielhorskiego [34], łączył dwie te perspektywy starając sie je pogodzić.

Wielhorski z jednej strony – powoływał się na ogromne rzesze ludności polskiej na obszarze Wielkiego Księstwa pochodzącej z ziem Korony, z drugiej zaś – wskazywał na ich szybką asymilację w nowym otoczeniu [34]. Trzeba jed­nak zwrócić uwagę, pisze Bakunowicz T., iż pogląd ów już w swoim założeniu, podobnie jak stanowisko drugie – nosi pewną sprzeczność. Nie potrafił mianowicie od­powiedzieć na pytanie, jak w takim wypadku, w słabo zaludnionym kraju, mogło dojść do asymilacji ogromnych rzesz ludności, zważywszy na ich odrębność językową i często także religijną, od autochtonów [26]. Sam W. Wielhorski zauważał tą sprzeczność, choć przyjmuje on jednocześnie za fakt przypuszczenia o ponad stu tysiącach ludności pol­skiej uprowadzonej w czasie łupieżczych najazdów, pogańskiej jeszcze wtedy Litwy na Polskę, jednocześnie szacując, iż liczba ludności zamiesz­kującej etnograficzną Litwę wahała się w połowie XIV wieku w grani­cach trzystu tysięcy [26, s. 152, 153]. Podobne poglądy wypowiadał także J. Jurkiewicz [35]

Ogólnie brak jest szacunków chłopstwa, szlachty czy mieszczaństwa, która po przybyciu z ziem polskich osiedliła się na Litwie, jednak wiele źródeł historycznych wspomina o tym zjawisku. Znalazło to odzwierciedle­nie przede wszystkim w pracach Henryka Lowmiańskiego [36], Barbary Topolskiej [34]. Główną rolę, jak ocenia się, odgrywała migracja szlachty z Podlasia, które do 1569 roku było częścią WKL, a także z Mazowsza.

O przesiadleniu ludności polskiej na terytorium współszecnej Białorusi pi­sał także G. Błaszczyk: «napływ obcych...w tym, Polaków (w Grodnie i Brześciu) ... Niemniej należy pamiętać, że mimo stosunkowo niedużej liczebności obcych przy­byszów odegrali oni dużo większą rolę społeczno-gospodarczą od tej, o jakiej można by przypuszczać mając na uwadze jedynie niewielką liczebność tej grupy» [38, s. 183]. Odznacza się to także w pracach współczesnych badaczy białoru­skich: o przesiedleniach Mazowszan pisali I. Karaszczanka [49], A. Wałachanowicz [39, s. 393], S. Piwawarczyk [40, s. 5-6].

A więc w każdym wypadku stanowczo stwierdza się w polskiej historiografii, że obecna zachodnia część terenów Białorusi była tradycyjnym obszarem pogranicza między ludami bałtyckimi (na tym terenie przod­kami dzisiejszych Litwinów) a wschodniosłowiańskimi (przodkowie Białorusi­nów), którzy przyjęli z czasem chrześcijaństwo ze strony Bizancjum, a także cały czas postępującą kolonizacją z terenów Polski.

Zdaniem J. Ochmańskiego, który w tych badaniach w znacznym stopniu szedł za swoim mistrzem H. Łowmiańskim, przyjęcie przez Litwinów wiary katolickiej, a przez to powstanie kościołów w k. XIV – pocz. XV w. wyraźnie stwierdza granicę et­niczną między ludnością katolicką (litewską i polską), a ludnością prawosławną (ruską) – wzdłuż przykładowo obecnych miast – Wołkowysk – Nowogródek – Brasław [28]. Nie wykluczało to na pewno enklaw ludności po jednej i drugiej stronie.

Przez następne wieki ludność ta podlegała w dalszym ciągu nieustannie procesom slawizacji językowej, przejmując język ruski (białoruski) w swych licznych gwarowych odmianach. Działo się to, z jednej strony – poprzez fakt bliskiego sąsiedztwa z większościowym w WKL obszarem białoruskojęzycznym (rusko), z drugiej zaś – na skutek oddziaływania urzędowej mowy dawnej Litwy – określanej dziś jako starobiałoruska (ruska). Również przyczynia się do tego procesu, szczególnie od połowy XVII wieku, jej stale narastający kontakt z obdarzonym niezwykle wysokim społecznym prestiżem językiem polskim [9; 20; 30; 31]. Swój wpływ na wspo­mnianą zmianę językową miał Kościół Katolicki, odgrywający ważną rolę w życiu społecznym kraju. Zważywszy, stwierdza T. Bakunowicz, iż na omawianym obszarze jego duchowni i misjo­narze byli w większości polskiego pochodzenia, językiem nauczania i katechezy był język polski [26, s. 154]. Proces białorutenizacj i językowej warstw chłopskich stale się pogłębiał. Na zmniejszenie polskości wpłynął w znacznym stopniu «rozbiór szlachty», ich sprowadzenia do chłopstwa, które pozbawione polskiego języka i stanu szlacheckiego stawało się łupem białorusizacji. Zasięg kurczącego się stale obszaru etnicznie litewskiego przebiegał w XIX wieku już w okolicach Wilna. Jak podkreślał jeszcze Al. Bruckner – białoruszczyzna rosła za koszt litewskiego i polskiego elementu [6].

Obecnie zasadniczym problemem w polskiej historiografii w ujęciu pojęć «mniejszość narodowa», a «ludność emigracyjna» występuje przynależność do pewnego terenu. Widzimy to także w określeniach H. Kubiaka w stosunku do ludności polskiej na byłych terenach ZSRR [41].

Ujęcia zasady terytorializmu w definicjach prawnopolitologicznych koncentrująsię głównie na problemie autochtoniczności, łączonym w wielu przypad­kach z kwestią obywatelstwa. Według H. Ku­biaka, mniejszości narodowe są po prostu «tutejsze», mają charakter autochtoniczny, podczas gdy zbiorowości imigracyjne – napływowy. Po drugie – różni je stopień koncentracji przestrzennej – duży w przypadku mniejszości i mniejszy w przypadku diaspory. Po trzecie – wyodrębnia je zakres kom­pletności instytucjonalnej i autonomiczności, zdecydowanie większy i inaczej formowany w mniejszościach niż zbiorowościach imigracyjnych. Po czwarte – mniejszości narodowe wyróżnia od diaspor stopień rozproszenia przestrzenne­go – ograniczony z reguły w mniejszościach i duży w zbiorowościach imigracyj­nych. Po piąte – oba typy zbiorowości odnoszą się odmiennie do procesów asymilacyjnych. Mniejszości z zasady bronią się przed tymi procesami – diaspory (także z przyczyn obiektywnych) są na nie bardziej otwarte. Po szóste – inaczej reagują na kraj, w którym zamieszkuje większość danego narodu. Mniejszości narodowe występują, wobec tego społeczeństwa jako wspólnoty oczekujące wsparcia i ochrony, a więc podmioty zbiorowe, podczas gdy zbiorowości imigra­cyjne raczej jako sumy jednostek tylko częściowo zorganizowanych w zrzesze­nia. Wreszcie, po siódme, inny jest – wg. obowiązujących zwyczajów i norm mię­dzynarodowych – status prawny mniejszości narodowych i inny zbiorowości imigracyjnych [41].

Współczesny polski badacz problematyki historii i współczesności pol­skiej mniejszości narodowej na Białorusi J. Winnicki, analizując współczesne białoruskie doktryny historyczno-polityczne, przedstawia ich ważniejsze źródła, tradycje i tezy [42], także zwraca się do przyczyn zapomnienia tematyki polskiej mniejszości na Wschodzie w polskiej historiografii, a także, jego zdaniem, częstego niezrozumienia jej w polskiej nauce.

Naturalnego procesu przemian narodowościowych białoruskie piśmien­nictwo, stwierdza Winnicki, nie przyjmuje za możliwy. Piśmiennictwo zarówno sowieckie, jak i współczesne na Litwie, Białorusi i w mniejszej mierze na Ukrainie odmawia w zupełności prawa do polskości tamtej­szym Polakom, uważając ich za spolonizowanych (Litwa) lub skatolicyzowanych (Białoruś, Ukraina) Litwinów, Białorusinów czy Ukraińców. Procesy polonizacyjne na tamtych terenach miały charakter naturalny. Depolonizacja natomiast wymuszony, ideologiczny [32].

Ściśle związany z sygnalizowanym wyżej problemem: niewiedza i lekceważenie, – stwierdza J. Winnicki, jest kolejny aspekt związany z polską grupą narodową na Wschodzie. Aspekt ten to zupełne niezrozumienie odrębności tego, co powszechnie przyszło się określać Polonią. Błąd nominalny powtarzany jest powszechnie. Dla zdecydowanej większości nie tylko współczesnych Polaków, ale i dziennikarzy - Polacy stale zamieszkali za granicą to „Polonia". Zdarza się nawet usłyszeć i taki lapsus jak „Polonia polska". Otóż nazywanie tak rodaków z Litwy, Białorusi i Ukrainy to nie tylko błąd metodologiczny, ale i przykrość, jaką odczuwają zainteresowani. W powszechnym odczuciu Polaków z dawnych Kresów, Polonia to „ci, którzy wyjechali z Polski. My nigdzie nie wyjeżdżaliśmy, to Polska od nas odeszła» – jak mówią. Polacy obruszający się na miano Polonii. To autochtoniczna polska ludność kresowa zamieszkująca wschodnie województwa II RP, a więc: połowę przedwojennego białostockiego i całe nowogródz­kie, poleskie (brzeskie), tarnopolskie, stanisławowskie (dziś Iwano-Frankiwsk), lwowskie i wołyńskie (łuckie) oraz podzieloną w proporcjach 1/5 do 4/5 pomiędzy Litwę i Białoruś Wileńszczyznę [42].

Przyczyny tego ostatniego są prozaiczne, pisze Winnicki: współczesna Polska to kraj, któremu historia zlikwidowała (dosłownie) elity. Te, które dzisiaj tak siebie nazywają (z racji np. wykształcenia lub pozycji ekonomicznej czy politycznej) lub tak bywają określane, to spo­łeczność pierwszopokoleniowa. Nieznająca i nierozumiejąca znaczenia tradycji, tego zasadniczego nośnika wysokiej kultury, w tym składającego się na nią poczucia polskości przez duże „P", obejmującego coś więcej aniżeli tylko etniczność. To pokolenie hasła „wybierzmy przyszłość". I tu wymowna ciekawostka i znak zarazem. Polacy na Wschodzie (Białoruś, Ukraina i w znacznej mierze Litwa, w tym prawie cała Wileńszczyzna) to grupa całkowicie pozbawiona tradycyjnej polskiej inteligencji (Katyń, łagry, eksterminacja niemiecka czy ukraińsko-OUN-owska, etc.). Nie­mal w całości pochodzenia chłopskiego, ale zarazem, mimo cierpienia i prześladowań nie znanych w komunistycznej Polsce (PRL), w większo­ści świadoma tak im brakującej, w podstawowym choćby wymiarze ma­terialnym, polskiej kultury. Patriotyczna, tradycyjna i szczerze katolicka, co tutaj na Wschodzie jest wyznacznikiem nie tyle konfesyjnym, co cywilizacyjnym i narodowościowym zarazem [32].

Krajowe (polskie) podręczniki szkolne najnowszej historii Polski, pisze dalej J. Winnicki, w odniesieniu do wielostronnych aspektów polityki państw zaborczych w stosunku do polskości, eksponują szczególnie jeden z czynników tej polityki. W odniesieniu do mieszkańców Zaboru Pruskiego oraz Rosyj­skiego, były to: germanizacja i rusyfikacja, której celem a contrario i de facto była depolonizacja ludności oraz zamieszkałego przez nią obsza­ru. W odniesieniu do Ziem Zaboru Pruskiego historiografia akcję germanizacyjną odnosi do wszystkich części tego zaboru; do Wielkopolski, Pomorza, ale także Śląska i Prus Wschodnich, które nie były przecież przedmiotem traktatów rozbiorowych [32, s. 37-38].

Postrzeganie tego samego aspektu w stosunku do Ziem Zaboru Ro­syjskiego, uważa J. Winnicki, jest zasadniczo odmienne i dotyczy niemal wyłącznie opisu tego zjawiska (rusyfikacji) tylko na obszarze – Królestwa Polskiego (Kongre­sowego ) [32].

Zarówno w okresie PRL-owskim, ale także po roku 1989, zdaniem J. Winnickiego, – polskość (ludzie, kultura, zabytki etc. etc), dzieje polskości na tzw. Ziemiach Za­branych, czyli włączonych bezpośrednio do rosyjskich guberni cesarstwa, w podręcznikach szkolnych – niemal nie istniały! Zabór Rosyjski zatem w takim ujęciu to wspomniane Królestwo Kongresowe, a w nomenkla­turze rosyjskiej, po Powstaniu Styczniowym – Priwislinskij Kraj. Podob­nie, zagadnienie polskości na dawnych polskich kresach wschodnich II Rzeczypospolitej – województwach wschodnich przedwojennej państwo­wości polskiej – stało się w tym czasie i tych podręcznikach – jakością nieistniejącą. Nieistniejącą, wobec uznania za ostateczne skutków akcji wielkich przesiedleń – ewakuacji nazywanych po dzień dzisiejszy tyle po­wszechnie, co błędnie, repatriacją, czyli „powrotem do ojczyzny"[32, s. 42-45]. Oficjalne dokumenty umów zawartych pomiędzy tzw. PKWN a rządami sowieckich repu­blik – akcję tę nazywały: „ewakuacją”, – zaznacza J. Winnicki. To po­jęcie stosowane także współcześnie, uważa Winnicki, deformuje istotę zjawiska, jaką była faktyczna expatriacja, czyli opuszczenie (wygnanie) z ojczyzny-ojcowizny. Rzekomi repatrianci opuszczali przecież ojczyznę, na obszarze któ­rej niezależnie od panujących tutaj formacji polityczno-ustrojowych żyli od wieków jako następcy swych przodków, Polaków, mieszkańców WXL, a następnie I-szej Rzeczypospolitej – przedrozbiorowej Polski [32].

Jako przykład interesującego podejścia do omawianej problematyki pochodzenia ludności polskiej na terenach WKL, a więc współczesnej Litwy i Białorusi, trzeba odznaczyć koncepcję znanego polskiego historyka Juliusza Bardacha [44]. Uważał on, że utworzony szeroki pas ludności polskiej Wilenszczyzny i Grodzienszczyzny był rezultatem tak kołonizacji z Polski, jak i kulturowej asymilacji, oddając przewagę ostatniemu procesowi. Według Bardacha, przejście miejscowej ludności do polskości przeważnie bałtskiego pochodzenia a także białoruskiego (ruskiego) następiło w ciągu szeregu wieków i procesów historycznych: przyjęcia wiary katolickiej przez Litwinów – a Białorusinów (Rusinów) po reformacji – była to szlachta pochodzenia ruskiego (białoruskiego). Dalej, twierdzi Bardach, powstaje tak zwana wieloszczeblowa świadomość ludności tych terenów [43, s. 25-38]. Pierwszy jej komponent – świadomość regionalna (Wileńska, Grodzieńska i t.d.), drugi – litewska (przynależności do WKL), trzeci – polska, jako ogólnej Rzeczypospolitej Polskiej [44, s. 363-364].

Chłopstwo natomiast po okresie białorutenizacji (także jak uważał Al. Brukner) z czasem także zachowując tak zwany język „prosty” jak odmianę języka polskiego, jednocześnie przyjmując świadomość polską (J. Winnicki [32], H. Giebień [45, s. 57, 65 i in], G. Kurzowa [46]). A także, jak uważa Z. Kurzowa, ten język „prosty” można rozpatrywać jako północnokresowy dialekt polskiego z naleciałościami białoruskiego i litewskiego, będący interdialektem, a więc językiem stosunków międzyetnicznych [46, s. 17-18].

Ta świadomość krajowa, uważał M. Zdziechowski, znika na początku XX w. Podczas powstania litewskiej świadomości narodowej: w tych warunkach trzeba było wybierać i większość akurat wybrała polską [47].  M. Zdziechowski tak pisał o tym: „gdyby mnie dziś zapytano, kim w głębi serca się czuję, powiedziałbym, że czuję się obywatelem Wielkiego Księstwa Litewskiego, nierozerwalnie unią związanego z Polską... Takim jest tylko głos serca. Każdy bowiem z nas wie i rozumie, że koncepcja państwa litewskiego w unii z Polską jest dziś nierealna. Czyli chcieć czegoś podobnego to zgadzać się z góry na osłabienie nasze” [47, s. 13]. Ta teza o pasie ludności o świadomości wieloszczeblowej istnieje obecnie i w białoruskiej historiografii (A. Smalanczuk, S. Silwiestrowa, S. Nogć i in.), natomiast z akcentem świadomości krajowej, tak zwanej lićwinskiej, która uważa się za białoruską. Natomiast S. Donskich pisząc o pasie polskim odznacza, że krajowość zniknie na początku XX w. i jej nowe pokolenie – J. Piłsudski, El. Orzeszkowa jednoznacznie wybrali polskość [48, s. 50].

Tak więc, na przełomie XIX i XX wieku na terytorium odpowiada­jącemu przestrzeni dzisiejszej Białorusi, wykształciły się generalnie na­stępujące powiązania między określonym wyznaniem, językiem i naro­dowością. Ta niewielka grupa katolików, która posługiwała się językiem litewskim, na podstawie językowej zaczęła określać się Litwinami, posłu­gujący się na co dzień językiem polskim i gwarami języka białoruskiego katolicy, przyjęli polską tożsamość, za to białoruskojęzyczni prawosław­ni, w świadomości własnej, jak i otoczenia stali się Białorusinami. Były oczywiście i są po dziś dzień między tymi identyfikacjami wyjątki, różne fazy przejściowe i skale „tutejszości” [50].

Wspomniany okres XIX i XX wieku doprowadził więc jak uważa się w polskiej historiografii do uformowa­nia się nowoczesnych ruchów narodowych: polskiego, białoruskiego i litewskiego. Jak często zdarzało się w trakcie tych procesów, odbywało się to kształtowanie na zasadzie opowiedzenia się, przeciwstawienia, innej, z reguły silniejszej, kulturze. Mówię o tym dlatego, iż wykrystalizowane wówczas podejście, określone elementy identyfikacji, sposób budowy na­rodowej mitologii i oglądu historycznych procesów, w przypadku wspo­mnianych ruchów widoczne są w piśmiennictwie polskim, białoruskim czy litewskim po dziś dzień. Pisana w łonie tych ruchów narodowych hi­storia, z dużym nasileniem powstająca, zwłaszcza od początku lat 90-tych ubiegłego wieku, przedstawia sobą zjawisko, którego cechą jest bezpar­donowe dzielenie, niezwykle skomplikowanej i bogatej spuścizny dawne­go Wielkiego Księstwa Litewskiego w celu skrojenia kostiumu, który jak najlepiej przystawałby do narodowego korpusu [42].

To zjawisko, jak odznacza się w polskiej historiografii, wpisuje się dobrze w nurt myślenia, który doskonale przedstawiała Barbara Szacka w następnym swym twierdzeniu, iż to nie jest po prostu tak, że ten kto ma władzę nad przeszłością, włada przeszłością, ale tak, że kto ma władze nad przeszłością, decyduje kim my jesteśmy [51].

Tak więc podsumując, ogólne poglądy większości współczesnej polskiej historiografii można stwierdzić: na obszarze dawnego pogranicza bałto-słowiańskiego, w wyniku specyficznej atmosfery cywilizacyjno-kulturowej Wielkiego Księstwa Litewskiego, ukształtowała się nowa, wyjątkowa jakość – obszar ciągnący się w postaci wydłużonego pasa wzdłuż dzisiejszej granicy państwowej litewsko-białorusko-łotewskiej, od znajdującej się dziś w Polsce Sokólszczyzny po łotewską Łatgalię, zamieszkany w więk­szości przez ludność katolicką obrządku łacińskiego, wśród której języ­kiem codziennego, domowego kontaktu był (i bardzo często na większo­ści tego obszaru wciąż jest) przede wszystkim język „prosty” – białoruski (polski) w swoich licznych gwarowych odmianach (z wyjątkiem osadników przybyłych z et­nograficznej Polski oraz wspomnianych polskojęzycznych okolic Wilna). Natomiast język polski uzyskał status języka modlitwy oraz jako język pre­stiżowy został językiem wyższych form kontaktu. Tak ukształtowany ob­szar tego pogranicza wszedł w wieku XIX i zwłaszcza w wieku XX w czas, który w Europie Środkowej i Wschodniej był okresem kształtowania się nowego typu wspólnoty – narodu nowoczesnego, z kanonem kultury na­rodowej, obejmującego swoim zasięgiem wszystkie warstwy społeczne, wytwarzającego nowy typ świadomości – świadomości narodowej [26; 32; 46; 49 i in.]. Czynnikiem ją wyznaczającym zostało na tym obszarze wyznanie. Katolicyzm obrządku łacińskiego określany tradycyjnie jako polska wiara, w przeciwieństwie do postrzeganego jako ruska, białoruska wiara – prawosławia, stał się głównym czynnikiem określającym tożsa­mość. Względy językowe, silna kulturowa pozycja polszczyzny, a także stosunkowo niewielkie różnice między językiem polskim i białoruskim, (zwłaszcza jego dominujących form gwarowych) także sprzyjały identy­fikowaniu się z polskością. Tym bardziej, iż te procesy dokonywały się w pierwszej swojej fazie w okresie, gdy władze carskie prowadziły zdecy­dowaną politykę skierowaną przeciw katolicyzmowi i polskości, przyczy­niając się, wbrew zresztą swoim intencjom, mającym na celu rusyfikację omawianej grupy ludności, do jeszcze większego w ich świadomości zespolenia obu zagrożonych wartości. Późniejsza historia tego obszaru po­kazuje, iż wybór ten był trwały i nawet w skrajnie niesprzyjających warun­kach w okresie istnienia ZSRR, katolicka ludność obrządku łacińskiego, dzięki niezwykłej ofiarności, zachowała w przeważającej mierze polską tożsamość, a zwłaszcza była gotowa do poświęceń w obronie najważniej­szego czynnika, który ją ugruntowywał, czyli katolicyzmu [10; 26; 31; 32; 46; 50 i in.].

Bibliografia:  https://sowa.typepad.com/blog/2019/04/dr-hab-tadeusz-kruczkowski-problem-pochodzenia-ludności-polskiej-na-białorusi-zarys-historiograficzn.html

 

Pdo665-pilaski-screenshot-2019-04-04-pinterest

https://www.pinterest.de/pin/452752568789207300/

Ocena     najlepszy   1 2 3 4 5   śmieć

Komentarze

Pokażstandard | od aktywnych | ostatni wpis | wszystko
Nie dodano jeszcze żadnych komentarzy


Nowy komentarz

Temat:
Imię:
Informacja e-mailem. *:
Komentarz:
[*1*] [*2*] [*3*] [*4*] [*5*] [*6*] [*7*] [*8*] [*9*] [*10*] [*11*] [*12*] [*13*] [*14*] [*15*] [*16*] [*17*] [*18*] [*19*] [*20*] [*21*] [*22*] [*23*] [*24*] [*25*] [*26*] [*27*] [*28*] [*29*] [*30*] [*31*] [*32*] [*33*] [*34*] [*35*] [*36*] [*37*] [*38*] [*39*] [*40*] [*41*] [*42*] [*43*] [*44*] [*45*] [*46*] [*47*] [*48*] [*49*] [*50*]   [b] [zdjęcie]
Proszę odpowiedzieć cyfrą: Suma dwa i dwanaście