SZCZURY Stefan Kosiewski do Prokuratury Generalnej DOTYCZY MEILA Z DNIA 2 LIPCA 2012R PG VII Ko2 880 12 FO49 ZR7

Napisał Sowa.blog.quicksnake.pl (») 30. 8. 2012 w kategorii Stefan Kosiewski, czytaj: 844×
prokurator/5-07-2008.jpg

...Czy  jest jeszcze Łysakowski komendantem Policji Powiatowej w Tomaszowie Mazowieckim? Bo europoseł Wojciechowski, wtedy z PSL-u był przecież ze mną na tamtym zamkniętym przyjęciu w Białej Rawskiej jeszcze jako prezes NIK-u i może zaświadczyć, że  tamten obstawiał jak żona albo kochanka prezydenta Rawy Mazowieckiej tak mocno i blisko, że nie szło z człowiekiem porozmawiać jak obywatel krajowy z obywatelem zagranicznym RP powinien mieć możność zawsze niczym nie skrępowaną przez żadnego  policjanta na służbie krajowej, Mossadu, czy zagranicznej w sprawach wyższej użyteczności publicznej. Czy wyrazilłem się tu w sposób jasny i zrozumiały dla wszystkich, o co chodzi? Chodzi o to, że policjanci mają być ukarani za pohańbienie Prezydenta R¤P, a ze mnie ma być zdjęty wyrok skazujący wydany w postanowieniu zaocznym, bez mojej obecności, 1 sierpnia 2008 r. w Tomaszowie Mazowieckim m.in. z jawnym naruszeniem prawa....  http://www.pinterest.com/pin/452752568764521103/

 http://www.spreaker.com/user/mysowa/szczury-fo49-20120709

Prokuratura Generalna

Pani Prok. Elżbieta Szawarska

Prokurator Prokuratury Okręgowej w Warszawie

delegowany do Prokuratury Generalnej  

Biuro Prokuratora Generalnego ul. Barska 28/30 02-315 Warszawa Skr. poczt. 20  

PG VII Ko2 880/12 DOTYCZY MEILA Z DNIA 2 LIPCA 2012R. PG VII Ko2 880/12    

 

 

http://issuu.com/kulturzentrum/docs/szczury_20120709_stefan_kosiewski_fascynacja_obled    

Szanowna Pani Prokurator, 

dziękuję za Pani pismo z dn. 5.07.2012 znak jw. informujące o przedstawieniu Prokuraturze Okręgowej w Gdańsku mojej korespondencji z 2 lipca br.  dotyczącej niewłaściwego postępowania Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Sródmieście i przesyłam w zał. kolejne pismo Prokuratury Rejonowej  Gdańsk-Sródmieście w Gdańsku z 29.06.2012 r. informujące mnie o tym, że zostałem wcześniejszym pismem tej Prokuratury oszukany, m.in. wprowadzony w błąd przez Prokuraturę Rejonową Gdańsk-Sródmieście poporzez niewłaściwe pouczenie dot. sposobu składania zażalenia na Prokuratora odmawiającego podjęcia służbowych czynności a przy tym   wprowadzającego obywatela w błąd; nie wiem, czy Prokuratura w Gdańsku wprowadza każdego Polaka w błąd świadomie, czy tylko dla potrzeb wprowadzenia mojej osoby w błąd zainstalował ktoś na serwerze Prokuratury w Gdańsku stare pouczenie, które na papierze dawno już zostało pewnie zniszczone jak pouczenia z czasów stalinowskich - tu wskazuje się na to, iż trzeba wyjaśnić, kto należy w Gdańsku do tej bandy żydowskich złoczyńców, o których działaniach w strukturze Ministerstwa Sprawiedliwości od lat bezskutecznie usiłuję zainteresować kolejnych żydowskich Ministrów Sprawiedliwości RP i Prokuratorów Generalnych a za ich pośrednictwem ministra Boni, który odpowiedzialny jest za cały ten etniczny bajzel informacyjny w rządzie Donalda Tuska.   

W zał. oba pisma Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Sródmieście, która pouczając mnie - a to fałszywie (20120628083545346 ), to znowu w sposób niepełny (20120702081326255), gdyż nie podaje do mojej wiadomości adresu Prokuratury Nadrzędnej, do której jak pisze: mam prawo odwołać się za jej pośrednictwem, a przecież jest Prokuratura z urzędu zobowiązana ustawowo do udzielania obywatelowi informacji pełnej, a nie fałszywej - dopuszcza się Prokurator w Gdańsku działania przestępczego na szkodę obywatela RP przebywającego od 30 lat na wymoszczonym na nim przez żydokomunistyczną Służbę Bezpieczeństwa azylu politycznym w RFN.  

Zasadniczo przy tym urząd a także człowiek, który wprowadził obywatela w błąd, przeprasza po takim fakcie grzecznościowo Człowieka za pogwałcenie Praw Człowieka i Obywatela, podpisanych w latach siedemdziesiątych ub. wieku przez rząd Piotra Jaroszewicza kierowany w PRL-u z tylnego fotela przez Edwarda Gierka, którym to kierowała z ukrycia Służba Bezpieczeństwa wysyłająca za Jaruzelskiego  milicjantów żydowskiego pochodzenia etnicznego do przeprowadzenia rewizji w mieszkaniu zajmowanym w Czeladzi przy ul. Tuwima 27 m.9 przez Polaka i Katolika, działacza antykomunistycznej opozycji.

  Starszy sierżant Milicji Obywatelskiej Andrzej Hamera (co oddaje w żargonie jidisz słowo: Młotkowski) zostawił wtedy znalezione w szufladzie jasnej a przeszklonej szafki ze sosnowego drewna na książki, odbity na powielaczu tekst podpisanego w Helsinkach przez komunistyczny rząd PRL-u międzynarodowego porozumiena dot. Praw Człowieka ze słowami: "to można mieć", natomiast nie był ten funkcjonariusz pewien, czy pisarz i dziennikarz może przechowywać w domu napisane przez siebie teksty i dlatego zabrał z mojego mieszkania za pokwitowaniem wystawionym 23 lutego 1982 r. m.in.: "1. Rękopis zawierający 28 ponumerowanych stron z parafą autora. 2. Pięć stron rękopisu ponumerowanych z parafą autora 3. Cztery strony maszynopisu w trzech egzempl. ponumerowanych z parafą autora 4. Reportaż w postaci czterech stron zatytułowanych "Szczury" 5. Reportaż w postaci 4 stron maszynopisu zatytułowany "Zmieścić się w czasie".

SZCZURY 20120709 Stefan Kosiewski: Fascynacja obledem 49 Zniweczona rzeczywistosc 7 by Stefan Kosiewski


 Szczury były napisanym przeze mnie w stanie wojennym reportażem, a właściwie zwięzłym raportem o pożarciu przez szczury nie jakiegoś mitycznego króla Popiela w Kruszwicy, w innym miejscu w Polsce nad Jeziorem Gopło, czy w zamku na Renie, który w Niemczech na emigracji sam także już widziałem, lecz prawdziwej postaci starej wdowy, właścicielki domku w realu zbudowanego przed wojną przez jej męża na Węgrodzie w Czeladzi, w którym spędziłem sielskie dzieciństwo z trudem wlokąc każdego dnia za sobą nogi przy powrocie ze szkoły po skrzypiących, drewnianych schodach przyczepionych do ściany domku i nie trzymając się przy tym poręczy, ażeby nie spaść z nią niechcący w głęboką otchłań podwórka, albowiem mogła przecież w każdej chwili odpaść, tak była spróchniała jak cały świat tego dzieciństwa Polaka w PRL-u, przedstawiony proroczo w powieści Berenta pod świecącym fosforem tytułem, jak wychodzące z ziemi  po deszczu kamienie i kości jasne, świecące po nocach na Polu Bitwy pod Grunwaldem i wszystkich innych polach bitewnych, frontach wojen światowych, gdzie padali Polacy za wolność Waszą i naszą, czego nie musiałem odrabiać, gdyż w tornistrze dźwigałem bez wyraźnej potrzeby Elementarz Falskiego, który jak wszystko, co tylko dało się w Czeladzi przeczytać w tamtych czasach o wojnach Greków z nawałą Perską przeczytałem, zanim poszedłem do pierwszej klasy Szkoły Podstawowej Nr. 1  ze względu na to, iż starsza o dwa lata ode mnie siostra chciała być nauczycielką, a jeszcze nie zaopiekował się nią żydowskiej narodowości  (w papierach do 1968 r.) trener kadry lekkoatletycznej CKS-u Czeladź prowadzony na kopalni Saturn na dniówkach dołowych po to, by mógł wykrywać na koloniach letnich pośród Młodzieży Polskiej takie właśnie dalekoskoczne talenty oddające w wieku 12 lat skoki po cztery i pół metra na koloniach letnich; potrafiły ścigać się ze Swietlikiem przez płotki zimą na betonowym korytarzu Szkoły Nr. 4,  Swietlik był chyba najlepszym biegaczem województwa katowickiego, zaś latem unosiły się jego uskrzydlone stopy lekko nad Brynicą, Grabkiem i całą resztą okolicznych wzgórz nad Czeladzią.   

Nie pamiętam już, czego dotyczył drugi, zarekwirowany przez milicję reportaż zatytułowany zgodnie z Protokołem z 23 lutego 1982 r. : "Zmieścić się w czasie", dlatego na świadka tamtych czasów przywołuję w tym miejscu żyda Tajchmana zamieszkałego na terenach Zagłębia Dąbrowskiego, które za cara włączone zostało represyjnie do Kielecczyzny, gdyż do trzeciego Rozbioru Polski miasto Czeladź nie wchodziło w skład Rzeczypospolitej pozostając wolne od prusactwa i rakuszan na terenie Księstwa Siewierskiego, które należało do Księcia Biskupa Krakowa, albowiem wiele, wiele lat wcześniej zapłacił złotem za wolność tego skrawka ziemi mającej znaleźć się po trzecim rozbiorze na styku trzech, masońskich mocarstw rozbiorowych.  

 Tajchman był konserwatywnym realistą za płotem, po drugiej stronie ulicy Wąskiej, zanim po syjonistycznej ruchawce 1968 r. zamienił sobie dla uniknięcia sporu ze swoimi nazwisko na Tejchmański, choć chciał być długo jeszcze potem normalnym żydem i nie dość, że chadzał także gorącym latem odziany w gruby hałat z czołem skrytym pod czarnym, aksamitnym kapeluszem, co w czasach nie skażonych jeszcze kłamstwem globalnej katastrofy klimatycznej było zarazem dowodem odwagi jak i proroctwa synoptycznego manifestującego się w przywiązaniu do wartości  tradycyjnych, z którym udawał się w określonych dniach przesilenia wiosennego na wieczorny spoczynek z kurami do szałasu składanego przezeń każdego roku w ogródku za płotem, pod murem zbudowanym z poukładanych na sobie bez zaprawy kamieni, z dwóch  drewnianych zdjętych z zawiasów drzwi odstawionych na dzień pod komórką na węgiel i króliki a pomalowanych jedne na brązowo, a drugie zaś czarną farbą.   

  Mówiliśmy na nią Galachowa, bo była po mężu Galach, sąsiadka Tejchmańskiego, czy Termińskiego, wcześniej Teichmana mieszkającego zaraz obok Trojaka żonatego z Salci, która wniosła mu w posagu dom i pole na Warszawce  pod Grodźcem. Ta dobrotliwie poskrzekująca czasem na mnie niska staruszka zgarbiona, z kijem dla podparcia przechadzająca się po małym podwórku w oczekiwaniu na listonosza z rentą, siadała przy dobrej pogodzie dla spoczynku na drewnianej ławce zbitej z jednej deski położonej na dwóch pieńkach przez Trojaka chyba już po śmierci Salci, wyjmowała stopy z papuci i kilku par beżowych, dzianych pończoch, żeby złożyć je do wygrzania na słońcu na prawdziwym dywanie, który utkałem dla niej sam, nie inspirowany przez nikogo, z kępek zielonego mchu, które pościągałem wcześniej z muru Teichmana widząc ich miejsce przeznaczenia na wydeptanym kawałku ziemi butami Trojaka i Ogłódka, których wspomnień frontowych z wojen rosyjsko-tureckich i rosyjsko-japońskich słuchałem z wypiekami na twarzy  mieszając jeszcze wtedy daty tych wszystkich tzw. rewolucji; została w stanie wojennym zeżarta przez szczury, kiedy religijny nakaz grzebania zmarłych zastąpiony został przez żydokomunistyczne pokolenie synów tych wszystkich zapomnianych niesłusznie żydów, których tu przypominamy tu tak samo jak i zdystansowanie się w Będzinie, czy w Katowicach od spraw i potrzeb ich własnych ojców i matek  wymierających w osamotnieniu na Węgrodzie w Czeladzi.  

   W nawiązaniu zaś do wzmianki o rękopisach zabranych już z nowego mieszkania w czteropiętrowych blokach postawionych z kamienia rakotwórczego, zrobionego z odpadów po produkcji w cementowniach: Grodziec oraz Wojkowice, przy ul. żydowskiego poety Tuwima, który nie krył się przed wojną ze swoim pochodzeniem etnicznym tak, jak ukrywał się, nie wiedzieć dlaczego, nie ze szczurem przecież prawdziwym, który wygryzł po śmierci twarz Galachowej, lecz z myszką na policzku, znakiem od Najwyższego, plamą ujawniającą jego odmienność a przy tym zwracającą na siebie uwagę, którą to plamę wątrobową noszę na brzuchu po prawej stronie, a kabaliści żydokomunistyczni w Związku Sowieckim odkryli na czole Gorbaczowa  (prawdziwe jego nazwisko żydowskie: Gerber), robiącego wtedy jeszcze w KGB za oficera, jak po nim robić miał Putin, odkryty przez masonerię władca już nie Związku Sowieckiego, lecz Federacji Rosyjskiej, który poza niskim, typoym, chazarskim wzrostem jakim w Polsce cieszył się Rajmund Kaczyński, żydokomunistyczny wykładowca marksizmu w Warszawie i ojciec obu braci Kaczyńskich, nie miał żadnego znaku szczególnego na odkrytych i widocznych dla ludzi partiach ciała, które mógłby lud prosty przyjąć z pokorą jako Omen, ostrzeżenie dane od Boga (patrz: Pismo Swięte Starego i Nowego Testamentu w przekładzie zwanym Biblią Tysiąclecia, Księga Wyjścia 8, 20 - podaję za "Leksykon Znaki Swiata. Omen, przesąd, znaczenie. Piotra Kowalskiego PWN, Warszawa, Wrocław 1998, s. 395), który podaje, iż można "...tłumaczyć je jako zapowiedź plagi, która oznacza wtargnięcie do ludzkiego świata żywiołów Tamtego Swiata. Myszy, podobnie jak muchy reprezentują porządek chtoniczny".  

Po strajkach sierpniowych 1980 r. mieszkając we wspomnianym mieszkaniu przy ul. Tuwima 27 i będąc osobiście dotknięty na czwartym piętrze plagą much unoszącą się z nie opróżnianych od wielu dni śmietników stojących między blokami w dole, pod oknem, zatelefonowałem z Działu Zaopatrzenia w PWD Prodryn w Katowicach, gdzie zatrudniłem się (jak dzisiaj już wiem: za zgodą ubowców) po karnym wyrzuceniu mnie w 1977 r. ze studiów "za postawę niegodną studenta PRL", czyli za działalność antykomunistyczną na Uniwersytecie Sląskim, aby zarabiać na utrzymanie jako zwykły zaopatrzeniowiec, a po założeniu przeze mnie - wbrew woli dyrektorów: Bacona i Pochopienia - związku zawodowego Solidarność i po zapisaniu do niego ponad tysiąca naszych pracowników, nadal wolałem wyszukiwać w całym kraju deficytowe środki produkcji, niż przechodzić jak żydy w Gdańsku na etaty związkowe, więc krótko mówiąc: nie mogąc opędzić się od przykrego towarzystwa obżydłych owadów w sypialce, jak nazywaliśmy zajmowany przeze mnie z żoną pokój w mieszkaniu moich Rodziców, zapowiedziałem do obecnych w moim pokoju pracy osób (Teresa Winiarska była, kierownik Brożek, Jabłońska, Złotoś, który uczył mnie życia siedząc biurko w biurko i tłumacząc zarazem po przyjacielsku dla mnie w domu wiersze Hansa Magnusa Enzensbergera, które zamierzałem opublikować w redagowanej wciąż przeze mnie gazetce studenckiej "Smar", z redakcji której jeszcze mnie nie wyrzucono jakimś cudem, a chyba jeszcze i był obecny przy tym kierownik magazynu Skorupa, sekretarz zakładowej organizacji partyjnej, którego wspominam po latach jako sympatycznego, miłego człowieka dającego się lubić, spokojnej natury, cichego); powiedziałem do Jabłońskiej: proszę połączyć mnie z Komitetem Miejskim partii w Czeladzi i ta to zrobiła, a po jej zapowiedzi do słuchawki: "Katowice, Kosiewski będzie mówił. Czy to Czeladź, komitet?", nacisnąłem guzik aparatu na moim biurku i zapytałem krótko: "Towarzyszu, czy ja muszę do was z Katowic dzwonić dlatego, że w Czeladzi na Tuwima ludzie spać nie mogą przez muchy, bo nikt nie opróżnia śmietników?". Uzyskałem zapewnienie, że będzie posprzątane, a po południu mogłem już położyć się na wersalce w słońcu zachodzącym w oddali za łuną z Huty Siemianowice, w której pracowało się na okrągło na trzy zmiany, żeby dogonić i przegonić Amerykę, z twarzą przykrytą gazetą, gdyż tak lubiłem po powrocie z pracy na chwilę zasypiać znużony.  

 Wyjaśniam tu, że rękopisy zabrane z mieszkania przy Tuwima,  po kilkunastu miesiącach od tamtego Znaku z muchami, przez patrol milicji, który wszedł w zabłoconych i ośnieżonych butach na  wypastowaną przez moją śp. Mamę podłogę z płytek PCW nie były lekturą mojego śp. Ojca; nie czytał nic z moich rzeczy po wysłuchaniu mojej recytacji pierwszego wydrukowanego mi wiersza w gazecie. A a ja nie zamęczałem już go więcej wymyślonymi przeze mnie metaforami, choć łączył z nimi pewnie dużą wagę jak ze wszystkim, co tylko napisałem - inaczej niż ubowcy, którym mogły te zapisane kartki posłużyć najwyżej do sporządzenia fałszywek obciążających Poetę Polski uwłaczającymi, niegodnymi kompilacjami w stylu Szymborskiej wychwalającej partię żydokomunistyczną i Stalina. Zapewniam z ręką na sercu potomnych, że nigdy podobne rzeczy śmierdzące, na których muchy siadają z upodobaniem,  nie wyszły spod pióra Poety Polskiego. Jakimi zaszczycać będzie niewątpliwie długo jeszcze po śmierci nobliwa noblistka wszystkich swoich żydowskich kolegów ze związku Pisarzów Polskich, którzy nie potrafią zdobyć się wciąż na potępienie owej haniebnej przeszłości, na którą złożyło się okrutne, bandyckie potępienie przez tych tak uczynnych dla zbrodniczego systemu żydów, którzy na równi z Szymborską, z domu Rottermund potępili dla potrzeb ubecji rzekomo amerykańskiego agenta i ks. bpa Kaczmarka oraz innych polskich księży rzymskokatolickich domagając się wykonania na nich tzw. kary śmierci przez Kata Narodu Polskiego, do którego to barbarzyńskiego sposobu zabijania ludzi chciały wrócić w postmodernistycznej Polsce żydy: Lech Kaczyński i Zbigniew Ziobro wbrew temu, co Pan Bóg Mojżesza przykazał im do wygniecienia sobie na czole pismem klinowym patykami jak na glinianych tablicach, które cudownie miały zastygnąć na kamień w opowieściach Chrześcijan i Chasydów.  

 Ojciec mój, Władysław ur. w 1926 r. skazany został przez żydokomunistyczny sąd w 1945 r. i odsiedział za to tylko, że był Polakiem, który wrócił z Prus z robót przymusowych, zaś milicjantom przykazał w stanie wojennym nie w jakimś zapóźnionym odruchu zemsty, czy z nienawiści rasowej czystego, polskiego serca, rzekomego antysemityzmu przypisywanego zbrodniczo Polakom przez żydów (patrz: Gross i vide: byle menda na każdym forum internetowym gazet polskojęzycznych), lecz z czystej troski o dzieło rąk mojej spracowanej Mamy polerującej podłogi w domu po dniówkach na kopalni Saturn oraz o dorobek całego życia mojego Ojca, który przykazał odważnie milicjantom: "Tylko nie na dywan z butami", co trzeba przyznać przyjęte zostało przez nieproszonych gości po ludzku, z należytym zrozumieniem i Ojciec z Mamą zaczęli wnet rozkładać na podłodze i dywanie sznurkowym gazety, po których przybyli w celu dokonania rewizji policjanci i tajniacy stąpali jak ksiądz Pieńkowski przed wojną kroczył po dzisiejszej ulicy ks. Pieńkowskiego po kwiatach sypanych przed nim z koszyczków przez dziatwę podczas procesji. W piwnicy, bo zeszli po wszystkim i tam, gazet już nikt przy węglu nie rozkładał; spojrzeli szybko na kartofle, słoiki z ogórkami, porąbane drewno złożone przy węglu po czym poszli sobie z powrotem tam, skąd ich przyniosło zostawiając protokół, o który wystąpiłem, bo miałem do tego prawo.  

 Piszę zaś o tym wszystkim w najmniejszych szczegółach, gdyż naiwność żydowska nakazuje wierzyć w to, że pamięć ludzka jest zawodna. Tymczasem my, Katolicy powtarzamy ciągle z wiarą, że Pan Bóg nie jest rychliwy, ale sprawiedliwy. Z Miłosierdziem Bożym mam także prawo łączyć wiarę w to, że zaoczne skazanie mnie 1 sierpnia 2008 r. przez żydowską bandę w Tomaszowie Mazowieckim, która urządziła sobie purimową wesołość skazując emigranta politycznego z Polski w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego z pomówienia o rzekomą kradzież dzieciom starej piłki do gry w piłkę nożną, która nie przedstawiała nawiasem mówiąc żadnej wartości materialnej i sąd nie miał prawa zajmować się czymś takim, a nawet kolegium nie miało prawa i nie miał prawa pojawiać się ani policjant, ani strażnik miejski przy tej piłce, ani żaden cieć, bo rodzice powinni chcieć wychowywać sobie dzieci na swoje nieszczęście jak Galachowa, a nie napadać po pijaku na mieszkanie sąsiada, który jest na wcześniejszej emeryturze i nie chce robić dla rozwydrzonych bubów na balkonie pierwszego piętra za bramkarza, zaś całe bandy żydowskich policjantów w naszym Tomaszowie nie miały i nie mają prawa kryć się nawzajem jak psy na trawniku i pier(.)olić z wymyśloną przez siebie Sprawą, gdyż Antykomor został wymyślony przez tych biednych ludzi, zafascynowanych szaleństwem w Tomaszowie Mazowieckim dla ukrycia ujawnionej przeze mnie aktywności żydowskich band. Antykomor, tj. tzw skandal ze stroną internetową, czyli zatrudnienie przez niegłupich w końcu przecież policjantów, nie zwolnionych jeszcze z pracy w Policji w Tomaszowie, skazanego przed kilku laty młodziana pozostającego do ich dyspozycji jako dyspozycyjny figurant mogący zafunkcjonować jako autor prowokacji przeciwko prezydentowi Komorowskiemu, co wreszcie po moich wyjaśnieniach w internecie zaskutkowało odwołaniem szefów Prokuratur Rejonowych w Tomaszowie Mazowieckim i w Piotrkowie Trybunalskim. Jak mi przemknęło w ostatnich dniach przez ekran: podjęte zostało śledztwo przeciwko temu niedoszłemu studentowi w Prokuraturze zamiejscowej.  

Nie kierując dochodzenia na właściwe tory chciałbym w tym miejscu jedynie powiedzieć tak: jeżeli chce się uzyskać jasność w tej niecnej sprawie, tzn. ustalić, kto osobiście wpadł na pomysł, żeby sobie zrobić jaja głośne na całą Polskę z Prezydenta Bronisława Komorowskiego, który trzymał szarfę przy nielegalnym składaniu wieńca przed Magdalenką w pobliżu Grobu Nieznanego żołnierza w Warszawie, kiedy ubowiec Dziadzia przyglądał mu się z bliska i zastanawiał dobrze, czy jest sens brać sobie takiego zięcia na głowę, należy zapewnić przesłuchiwanemu przez Prokuraturę zamiejscową figurantowi niekaralność w taki sposób, żeby te zapewnienia o niekaralności dla niego istotnie do niego dotarły i miały moc pozwalającą mu uwierzyć, że nie pozostaną niekaralni ci, którym swój oka nie wykole, a którzy kazali mu to zrobić, co zrobił na szkodę B. Komorowskiego i na kłopot dla siebie.

Czy  jest jeszcze Łysakowski komendantem Policji Powiatowej w Tomaszowie Mazowieckim? Bo europoseł Wojciechowski, wtedy z PSL-u był przecież ze mną na tamtym zamkniętym przyjęciu w Białej Rawskiej jeszcze jako prezes NIK-u i może zaświadczyć, że  tamten obstawiał jak żona albo kochanka prezydenta Rawy Mazowieckiej tak mocno i blisko, że nie szło z człowiekiem porozmawiać jak obywatel krajowy z obywatelem zagranicznym RP powinien mieć możność zawsze niczym nie skrępowaną przez żadnego  policjanta na służbie krajowej, Mossadu, czy zagranicznej w sprawach wyższej użyteczności publicznej. Czy wyrazilłem się tu w sposób jasny i zrozumiały dla wszystkich, o co chodzi? Chodzi o to, że policjanci mają być ukarani za pohańbienie Prezydenta R¤P, a ze mnie ma być zdjęty wyrok skazujący wydany w postanowieniu zaocznym, bez mojej obecności, 1 sierpnia 2008 r. w Tomaszowie Mazowieckim m.in. z jawnym naruszeniem prawa.   

 Uważam, że w obecnej sytuacji obie Sprawy dojrzały już do tego, żeby Kancelaria Prezydenta RP  przyjrzała się działalności zorganizowanych grup przestępczych złożonych z osobników żydowskiego pochodzenia etnicznego, zamelinowanych w strukturach MSWiA oraz MS , które destabilizują państwo polskie urządzaniem sobie zaocznych polowań na obywateli polskich przebywających w tym czasie od 30 lat na azylu politycznym w Niemczech. 

Pan Roman Kuźniar pełni zaszczytną funkcję Doradcy Prezydenta RP ds. Bezpieczeństwa jak niegdyś Zbigniew Brzeziński (chyba w jidisz oddaje tę nazwę słowo: Birkenmaier?) przy  amerykańskim przywódcy, a przywołuję niniejszym tę postać do Sprawy, albowiem Pan Roman Kuźniar jest znanym naukowcem i kolegą dra Marka Głogoczowskiego, pisarza o niebo lepszego od Szymborskiej, zdolnego pamflecisty, kreującego się na bezbożnika i antyżyda,  któremu poświęciłem przedwczoraj wiersz włączony do Aktu I Herodów nawiązując do okoliczności poznania przeze mnie tegoż taternika wyśmienitego tak samo jak Pan Roman Kuźniar, wysokościowca zaprawionego w trudnych wspinaczkach, nie tracącego głowy w najbardziej niebezpiecznych sytuacjach, kiedy tchórze pompują smród w gacie i trzęsą portkami, gdyż cała ta zafajdana banda kryptosyjonistycznych debili, koleżanek i żydowskich kolegów noblistki ze Związku Polskich Pisarzów pobiera wciąż w Polsce bardzo wysokie uposażenia jak ubowcy  i emerytury (poza jedynym chyba tylko Sławomirem Mrożkiem, który uciekł na starość do Nicei a nie wiadomo właściwie, z czego on się tam utrzymuje, jeśli Mrożkiem na świecie nikt się już nie fascynuje, jak w kraju nikt Kisiela nie czyta, bo i po co komu stara makulatura postkomunistyczna i myśl przez muchy przeżuta?  

 Wierzę w Pana Boga, wierzę w Jezusa Chrystusa, Pana i Odkupiela, wierzę w Ducha św., który od czasów żydowskiego proroka Ezechiela napełnia nas otuchą i mądrością przykazania: "Synu człowieczy prorokuj o pasterzach Izraela, prorokuj i powiedz im, pasterzom: Tak mówi Jahwe Pan: Biada pasterzom Izraela, którzy sami siebie pasą! Czyż pasterze nie powinni paść owiec? Nakarmiliście się mlekiem, odzialiście się wełną, zabiliście tłuste zwierzęta, jednakże owiec nie paśliście. Słabej nie wzmocniliście, o zdrowie chorej nie dbaliście, skaleczonej nie opatrywaliście, zabłąkanej nie sprowadziliście z powrotem, zagubionej nie odszukaliście, a z przemocą i okrucieństwem obchodziliście się z nimi "(Ez 34, 2-4).  

 Nieszczęsna grafomanka krakowska nakazała spalić swoje zwłoki w krematorium, jak gdyby miała tym samym zdjąć tabu z hitlerowskich obozów pracy przymusowej zamienionych po 1945 r. przez opiewaną w jej wierszach żydokomunę na miejsca pracy przymusowej dla Polaków, naszych Ojców a także dla ludzi z innych Narodów.  Oficjalnie do 1956 r. istniały w PRL-u Centralne Obozy Pracy: Warszawa, Jaworzno, Nakło nad Notecią, którym podlegały dziesiątki innych obozów pracy przymusowej, m.in. w Tomaszowie Mazowieckim, w Katowicach na Giszowcu i w Czeladzi. Jeszcze za Gomułki, w latach sześćdziesiątych w drewnianych barakach za kopalnią Saturn mieszkali ludzie zjeżdzający pod ziemię do pracy z lampkami karbidowymi, białymi grudkami karbidu w środku, na który sikało się dla wywołania reakcji chemicznej i uwolnienia z karbidu gaz płonącego żółtym płomieniem, cynoberowym właściwie, czerwono-złotym, a zmuszanymi do tego tak samo bezprawnymi wyrokami sądów żydokomunistycznych, jak bezprawny jest bandycki wyrok, z którym 20 lat po Magdalence połączono w Tomaszowie nazwisko syna Polaka skazanego bezprawnie w 1945 r.  

Na cmentarzu w Krakowie popiołom jednej żydówki, z domu Rottermund oddało cześć wiele żydowskich etnicznie osób, był premier i prezydent Rzeczypospolitej, którzy dotychczas oddawali hołd popiołom milionów żydów spalonych w krematoriach wysadzonych w powietrze w 1945 r. w Auschwitz po przejęciu obozu przez Armię Czerwoną na rozkaz żydokomunistów, żeby nie było śladu po hitlerowskich zbrodniach, zanim jeszcze nie skazano i nie powieszono żyda Hessa, który za Hitlera robił za komendanta tego obozu pracy przymusowej.    

Pokrętna i z pozoru nielogiczna była przez blisko wiek cały historia Narodów i krajów Europy pisana ręką żydokomunistycznej bandy, która dokonała zamachu na demokratyczną Rosję w październiku, czy w listopadzie 1917 r. przy pomocy wsparcia finansowego żydów amerykańskich oraz ich banków.  

W Czeladzi dwa pomniki gloryfikują wciąż panowanie żydokomunistów spod znaku czerwonej gwiazdy; tych w mundurach, którzy naszli na Polskę z planami uzgodnionymi w Jałcie i w Teheranie, planami  przekształcenia Polski w jeden wielki, komunistyczny obóz pracy przymusowej oraz drugi pomnik, postawiony przez Urzędem Miejskim ku czci przedwojennych szpiegów i agentów Rosji Sowieckiej w Polsce, których wtedy rozpracowały wnet sprawnie tajne służby Rzeczypospolitej a Wojewoda Grażyński zlikwidował jednym zarządzeniem działalność tej bolszewickiej bandy wybranej jako Rada Miejska Czeladzi.  

 Jeżeli dzisiejsza Rada Miejska nadal nie dostrzega z okien przed budynkiem Rady unoszących się nad pomnikami tabunów chazarskich much, które widzi każde dziecko, to każdy kolejny przewodniczący tej żydowskiej Rady Miejskiej w Czeladzi od Magdalenki jest nagi król, który z gołą dupą w nowych szatach łazi po osiedlu noszącym wciąż imię Marcelego Nowotko, bandziora żydowskiego z PPR, którego zdrajca żydowski Kalksztajn zakapował na Gestapo jak żyda Fidlera i za to Małojec go załatwił, a potem Gomułka zabił Małojca w dalszym ciągu tej dintojry, która w drugim miejscu Czeladzi wynoszona jest wciąż pod Niebiosa na Osiedlu XXV-lecie PPR.   http://mysowa.tumblr.com/post/25225002695/domagamy-sie-zburzenia-komunistycznych-pomnikow-w

 Pora ujawniać w imię Prawdy kłamstwa zniewalające ludzkość nie tylko w Czeladzi, naruszające Prawa Człowieka i Obywatela; pora zacząć rozmowy na tematy objęte dotychczas tabu, zmową milczenia przez nikczemnych ciemiężców Narodu, którzy najpierw podpisali traktat z Hitlerem i szli z nim ręka w rękę, wymieniali się np. po 17 września żydami na zajętych terenach, przesiedlali ich na teren państw Bałtyckich i na Syberię, a stamtąd z Armią Andersa na Bliski Wschód z wojskowym sprzętem, by stali się zalążkiem państwa Izrael dysponującego dzisiaj łodziami podwodnymi wyprodukowanymi w Niemczech Angeli Merkel  i uzbrojonymi w głowice termojądrowe, z którymi mogą wpłynąć w dowolne koryte rzeczne, żeby wymusić np. ślub z Esterką na każdym kacyku na całej kuli ziemskiej. Dlatego sobór watykański drugi zrobił bardzo dużo dla żydostwa przenosząc tabernakulum na prawą stronę, jak żydy przenoszą torę w synagogach, które wcale nie są przecież świątynią. Nie można przy tym posądzić posła Zabłockiego z PZKS-u (wcześniej PAX Piaseckiego) obecnego cały czas na soborze, iż nie wiedział, kto i po co posłał go z Warszawy w celu dopilnowania tych pokojowych przemian Kościoła, na ludzki wymiar i dopasowany do potrzeb ducha czasów.

Po likwidacji w Londynie pod mostem szefa watykańskiego banku Ambroziano i członka loży masońskiej P2, jp2 przewraca się w ampułach cudownie rozmnażanych i rozwożonych po kraju szamańskim sposobem przez ks. kard. Dziwisza, który nie ma odwagi odwołać swojej błędnej decyzji politycznej o pochówku Kaczyńskich w podziemiach królewskiej i katolickiej katedry na Wawelu, więc czy będzie miał zdrowie pojechać z własnej woli do Rzymu, żeby pomóc włoskiej prokuraturze w wyjaśnieniu okoliczności zatrudnienia przez siebie w pakamerze papieża tych wszystkich zbójów, którzy wyciągnęli łapy na Zastępcę Chrystusa na Ziemi?

 Pan Jezus frasobliwy cierpi w przydrożnych figurkach, które mija cień człowieka, mgła, tuman po rosyjsku.  

O piśmie innej Prokuratury w Polsce, pragnącej się ze mną spotkać, poinformuję w kolejnym piśmie.

Z wyrazami szacunku. 

Z Panem Bogiem. Z Frankfurtu nad Menem mówił Stefan Kosiewski  

http://sowa.podomatic.com/entry/2012-07-09T04_56_48-07_00

http://www.spreaker.com/user/mysowa/szczury-fo49-20120709 

Stefan Kosiewski, Polnisches Kulturzentrum e.V Postfach 800626 D-65906 Frankfurt am Main

 SZCZURY

Blog >  do wpisu « Piotr Michał Słójkowski, ... ks. abp Bolesław Pylak był ... »

http://sowaleaks.blox.pl/2012/08/SZCZURY-Stefan-Kosiewski-do-Prokuratury.html

http://sowa.blogg.de/2012/07/09/szczury-stefan-kosiewski-do-prokuratury-generalnej-pg-vii-ko2-880-12-fo49-zr7/

SZCZURY (App) Stefan Kosiewski: Prokuratura w Gdansku mataczy z wiedza o bandach zydowskich w Polsce FO70 ZR7

Napisał Sowa.blog.quicksnake.pl (») 6. 9. 2012 w kategorii Stefan Kosiewski, czytaj: 418× sk/buzek.jpeg

...nic mi nie wiadomo, aby jakakolwiek jednostka Prokuratury w Polsce wszczęła całościowe dochodzenie w Sprawie działania w strukturach państwowych Rzeczypospolitej Polskiej sitwy ukrytych żydów/ kryptosyjonistów, których działalność ujawniana jest zaledwie fragmentarycznie i tylko od czasu do czasu, a to jako ART-Bi Baksika i Gąsiorowskiego, a to Fundacja Prasowa Solidarności braci Kaczyńskich, a to Amber Gold Plichty(Stefańskiego) i Tuska, a to wysokościowa spółka Swietlik Walendziaka i nadzorowana przez niego Asseko Poland bezprawnie przejmująca z ZUS-u 650 mln zł.     

 http://pinterest.com/sowamagazyn/szczury-apps/

Prokuratura Generalna
Pani Prokurator Elżbieta Szawarska
Prokurator Prokuratury Okręgowej w Warszawie
delegowany do Prokuratury Generalnej    Biuro Prokuratora Generalnego
ul. Barska 28/30
02-315 Warszawa Skr. poczt. 20  

PG VII Ko2 880/12  
tu/ dot.: Zawiadomienie o przestępstwie mataczenia, którego dopuszcza się Prokuratura Rejonowa Gdańsk-Sródmieście         

                                                            Frankfurt nad Menem, 6 września 2012 r.

Szanowna Pani Prokurator,  

w ślad za wcześniejszym pismem zatytułowanym SZCZURY, (...)

http://sowa.blog.quicksnake.pl/Stefan-Kosiewski/SZCZURY-App-Stefan-Kosiewski-Prokuratura-w-Gdansku-mataczy-z-wiedza-o-bandach-zydowskich-w-Polsce-FO70-ZR7

Ocena     najlepszy   1 2 3 4 5   śmieć

Komentarze

Pokażstandard | od aktywnych | ostatni wpis | wszystko
Nie dodano jeszcze żadnych komentarzy


Nowy komentarz

Temat:
Imię:
Informacja e-mailem. *:
Komentarz:
[*1*] [*2*] [*3*] [*4*] [*5*] [*6*] [*7*] [*8*] [*9*] [*10*] [*11*] [*12*] [*13*] [*14*] [*15*] [*16*] [*17*] [*18*] [*19*] [*20*] [*21*] [*22*] [*23*] [*24*] [*25*] [*26*] [*27*] [*28*] [*29*] [*30*] [*31*] [*32*] [*33*] [*34*] [*35*] [*36*] [*37*] [*38*] [*39*] [*40*] [*41*] [*42*] [*43*] [*44*] [*45*] [*46*] [*47*] [*48*] [*49*] [*50*]   [b] [zdjęcie]
Proszę odpowiedzieć cyfrą: Suma trzynaście i trzy